Na Straży
nr 1991/4

Posłuszeństwo lepsze niż ofiara

„Panu Bogu naszemu służyć będziemy i głosowi Jego posłuszni być chcemy” – Joz. 24:25.

Lekcja ta mówi o próbie Saula, w której upadł. W następstwie tego Bóg odrzucił go i jego potomków, aby nie królowali nad Izraelem. Historię z życia Saula można podzielić na cztery części:

  1. Sprzyjające sposobności jego młodych lat, gdy był energiczny, przystojny i skromny. Jego wybór na króla był ogólnie uważany za idealny.
  2. Początkowe lata jego panowania, gdy był zwycięskim generałem i zdolnym organizatorem swego królestwa.
  3. Okres jego prób, w których upadł po dwakroć, za co Bóg go odrzucił.
  4. Jego utrata rozsądku i uczuć ludzkich, tragiczna śmierć Saula i jego synów.

Niniejsza lekcja traktuje głównie o trzeciej części historii Saula, czyli o jego próbie.

Filistyni do pewnego stopnia zawładnęli Palestyną; prawdopodobnie, ściągali podatki z ludzi za to, iż dozwolono im żyć spokojnie w ich własnym kraju. Widocznie obwarowali niektóre miasta w ziemi Izraelskiej, obsadzili je swoimi ludźmi i od nich dowiedzieli się, że Izraelici pomazali Saula na króla, z czego wywnioskowali, że uczyniono to w celu zrzucenia jarzma filistyńskiego, ogłoszenia niepodległości. Niezwłocznie zgromadzili wojsko, aby obalić nowe królestwo. Zapiski, które mówią, że Filistyni mieli 30. 000 wozów, są pomyłką uczynioną w przepisywaniu albowiem właściwa liczba wynosiła prawdopodobnie 3000, na co wskazuje liczba jezdnych, których było właśnie 3000. Ta dość pokaźna armia wtargnęła do Palestyny i wywiązała się walka pomiędzy Filistynami a Izraelitami. Król Saul najwidoczniej pragnął pozostać w harmonii z Bogiem, gdyż zdawał sobie sprawę, że bez Boskiej pomocy był bezsilny wobec tak silnego napastnika. Porozumiał się z prorokiem Samuelem i tenże obiecał przyjść po siedmiu dniach, aby złożyć ofiarę Bogu w intencji Izraela, aby Bóg był z nim, by błogosławił mu i dał zwycięstwo według obietnicy przymierza.

Król Saul czekał przez sześć dni. Przez ten czas widział, jak jego wojsko rozsypywało się będąc w wielkiej obławie i nie mając odpowiedniego uzbrojenia. Izraelici nie mieli prawie żadnej broni; narzędzia rolnicze używali za broń wojenną. Widocznie Filistyni odebrali im wszelką broń i nie dozwolili Cynejczykom, którzy byli zdolnymi kowalami, aby pomagali Izraelitom robić miecze i oszczepy. Gdy siódmy dzień nadszedł, Saul znużony oczekiwaniem na Samuela wziął się sam do sprawowania ofiar, co było niezgodne z Boskim postanowieniem. Wtedy nadszedł Samuel i wykazał Saulowi jego błąd, zaznaczając, że Bóg lepiej oceniłby jego posłuszeństwo niżeli ofiarę. Samuel wyjaśnił także Saulowi, że składanie przez niego ofiary w tych okolicznościach było przestępstwem i że z przyczyny tego nieposłuszeństwa jego królestwo nie ostoi się, obiecał jednak, że dla dobra Izraela i dla wypełnienia swego zamysłu Bóg da mu zwycięstwo w bitwie, którą mieli stoczyć. Saul nie miał poszanowania dla Boskich rozporządzeń, brał się do sprawowania ofiar, co nie było mu polecone. Ta rzecz należała do kogo innego. Boski cel nie był przez to oddalony, ale Saul swoim postępkiem zaszkodził sobie, gdyż zlekceważył Boskie rozporządzenie.

LEKCJA DLA DUCHOWEGO IZRAELA

Jaką naukę moglibyśmy z tego wyciągnąć? Gdy pomyślimy, że Saul mógłby przedstawiać tych, którzy zostali obdarzeni łaską Bożą i powołani do współdziedzictwa z Chrystusem w Jego Królestwie i byli pomazani Duchem Św. , to w jego początkowych zwycięstwach możemy się dopatrzeć obrazu naszych dobrych początków, gdy ufaliśmy Bogu niezachwianie, gotowi postępować jedynie według woli Bożej, z zupełnym zaufaniem w Boskie kierownictwo we wszystkich naszych sprawach. Jak Saul powinien był stale czynić postęp, wzrastając w wierze, cierpliwości i w posłuszeństwie, tak i nasze początkowe doświadczenia, jako sług Bożych, powinny pomnażać w nas cierpliwość, wytrwałość, wiarę, ufność i bezwarunkowe posłuszeństwo. Saul postępował niewłaściwie, podobnie postępuje wielu z tych, którzy byli pomazani na współdziedziców z Panem w Jego Królestwie. Zamiast coraz bardziej spolegać na Bogu, otrzymywane z Jego rąk łaski czynią ich bardziej niedbałymi w rozeznawaniu i czynieniu woli Bożej. Chociaż w dalszym ciągu mają poważanie dla Boga, wiedzą, że bez Niego nie mogliby nic uczynić, nie są dość pilnymi, aby dowiadywać się, czego Bóg od nich wymaga. Niekiedy czynią to, co należy do innych, wtrącają się w sprawy innych ludzi, podobnie, jak Saul zgrzeszył sprawowaniem rzeczy, które należały do proroka Samuela.

Należy pamiętać, że z Boskiego punktu zapatrywania, posłuszeństwo jest jedną z najważniejszych zalet charakteru. Jesteśmy obecnie przysposabiani w szkole Chrystusowej do wielkiego przyszłego dzieła. Aby otrzymać w przyszłości te zaszczyty i przywileje, musimy się starać wykorzystać wszelkie sposobności i być posłuszni rozkazaniom Bożym w teraźniejszym czasie. Pan to dość jasno określił w przypowieści, gdy powiedział, że niektórym było powierzone więcej talentów niż innym, że każdy będzie musiał zdać rachunek, czy te talenty, obowiązki i rozkazania, które były mu dane, wypełniał właściwie oraz, że każdy będzie wynagrodzony stosownie do tego, jak używał powierzonych mu talentów. Pan położył nacisk na to w słowach: „Kto wierny jest w małym i w wielu wierny jest” – Łuk. 16:10.

W oczach Bożych „posłuszeństwo jest lepsze niżeli ofiara”. Bóg nie uznaje ani nie nagradza niedbalstwa. Jeżeli będziemy niedbałymi w czynieniu woli Bożej, to Bóg uzna nas za nieodpowiednich do jego służby, tak w teraźniejszym, jak i w przyszłym czasie. Z tego widzimy, że trzeba być posłusznym i wiernym Bogu, starannym w jego służbie, mając uznanie dla drugich braci i współpracowników w tejże służbie. Mamy być bardzo uważni we wszystkich przedsięwzięciach, w sprawach Pańskich. Apostoł napomina: „Patrzajcie, abyście ostrożnie chodzili” – Efezj. 5:15.

Tak jak żeglarz steruje okrętem według map, które wskazują niewidoczne skały lub mielizny, a niekiedy kieruje się według gwiazd, podobnie chrześcijanin jest zaopatrzony w instrukcje, które wskazują mu drogę oraz rzeczy, które Bogu nie podobałyby się, a jemu samemu mogłoby zaszkodzić. Te instrukcje znajdują się w Biblii. Kto chce być w jedności z Bogiem, musi nie tylko nakłonić ucho do Jego wskazówek, lecz musi też uważać na pewne ukryte niebezpieczeństwa hamujące jego drogę. Każdy z nas jest na próbie. Wiek Ewangelii jest dla nas sądnym dniem, czyli dniem próby. Bóg sam doświadcza naszych dróg. Nie wystarczy być gorliwym. Bóg nie uzna gorliwości, jeżeli nie będzie ona wypływać z miłości i nie będzie zgodna z Jego wskazówkami. Gorliwość lekceważąca Boskie wskazówki nie otrzyma uznania od Boga i prowadzi do rozbicia.

Apostoł Paweł podaje pewne myśli względem tego, mówiąc, że każdy członek w Ciele Chrystusowym jest potrzebny. Żaden nie może być odrzucony, usunięty lub powstrzymany od udziału w ogólnej pracy budowania Ciała Chrystusowego w najświętszej wierze. Ilustrując to apostoł mówi: „Nie może tedy rzec oko ręce: nie potrzebuję ciebie albo zaś głowa nogom: nie potrzebuję was” (1 Kor. 12:12-26). Każdy członek ma sprawować swoją czynność według woli głowy. Tej woli mamy dopatrywać się we wszystkich sprawach życia. Nie mamy rozumieć, że sprawy Pańskie są zupełnie zależne od nas. Nie popełniajmy takiej omyłki, jaką uczynił Oza. Widząc, że arka pochyliła się, przytrzymał ją i spotkała go śmierć za nieposłuszeństwo. Nie do niego należało podtrzymywanie arki. Bóg miał pieczę nad nią i wyłącznie kapłani mogli się jej dotykać. Bądźmy tedy gorliwi nie tylko w służbie Pańskiej, ale i w dowiadywaniu się, w jaki sposób Bóg chce, abyśmy Mu służyli. Bądźmy pewni, że jakakolwiek służba wykonana w sposób, jakiego Bóg nie polecił, nie będzie przyjęta i nie otrzyma Jego błogosławieństwa. Taką służbą sprowadzamy na siebie Boską niełaskę. „Posłuszeństwo jest lepsze aniżeli ofiara”.

WYTRACENIE AMALEKITÓW

Dość długi czas upłynął od pierwszego przestępstwa Saulowego do drugiego doświadczenia króla Izraela. W tym czasie naród izraelski wzrósł w potęgę. Nadszedł czas na dokonanie rzeczy, które Bóg już dawno przepowiedział, a mianowicie, że Amalekici mieli być zupełnie wytraceni. Pochodzili oni z rodziny Ezawa, zatem byli spokrewnieni z Izraelitami i Arabami naszych czasów. Amalekici, podobnie jak Arabi, byli jeźdźcami; był to pewien rodzaj rabusiów, którzy bogacili się grabiąc swoich sąsiadów. Sami nie byli dość silni, aby szkodzić Izraelitom, więc sprzymierzali się z innymi nieprzyjaciółmi Izraela, wprost lub pośrednio biorąc udział w wojnie, a po bitwie zabierali łupy. Gdy Izraelici podróżowali po puszczy do ziemi Chananejskiej, Amalekici napadli na nich. Wtedy Bóg kazał zapisać w księgach, że za to będą zupełnie wytraceni (2 Moj. 17:8-16). Pamiętamy też, że Amalekici sprzeciwiali się Izraelitom, gdy ci zdobywali Ziemię Chananejską. Bóg zapowiedział przez Mojżesza, że Amalek ma być doszczętnie wytracony (5 Moj. 25:17-19).

Wykonanie tego rozkazu było odkładane prawdopodobnie z dwóch przyczyn. Po pierwsze, Izraelici nie mieli kawalerii, dlatego trudno byłoby im pokonać napastników, którzy z wielką szybkością napadali i z podobną szybkością uchodzili. Po drugie, możliwe, że Bóg dozwolił, aby Amalekici byli rózgą, którą Bóg ćwiczył Izraela. Ostatecznie Bóg przez proroka Samuela wydał rozkaz królowi Saulowi, aby zupełnie wytracił Amalekitów, wszystkich mężczyzn, wszystkie niewiasty i dzieci, a nawet i wszystko ich bydło. Izraelici mieli tak postąpić, aby być mieczem Pańskim wykonującym sąd Boży nad Amalekitami, a także, aby nikt nie mógł powiedzieć, że Izraelici stali się napastnikami i grabieżcami swoich sąsiadów, aby korzystać z ich łupu. To miało być na świadectwo dla narodów okolicznych i dla Izraela. Z tego wszyscy mieli mieć lekcję. Mieli zrozumieć, że walka podjęta przeciw ich sąsiadom nie była w celach samolubnych lub z niskich pobudek. W tym wypadku Izraelici mieli wykonać karę Bożą. Nie mamy rozumieć, że Bóg w teraźniejszym czasie daje podobne rozkazy pewnemu narodowi, aby wygładził inny naród. Przeciwnie, należy pamiętać, że Izraelici byli narodem figuralnym, służyli jako typ. Bóg użył ich doświadczeń i historii jako ilustracji swych zasad, użył Izraela jako Swego miecza, Swego pióra i jako narzędzie mówcze.

NIE POSZLI NA WIECZNE POTĘPIENIE

Niedowiarkowie mówią, że to, co Żydzi uczynili z Amalekitami, jest obrazem wielkiego okrucieństwa, zupełnie przeciwnego sprawiedliwości. Niektórzy szczerzy i gorliwi potknęli się o niewłaściwe tłumaczenie zasad tu podanych. Wielu jest gotowych powiedzieć: Dlaczego Bóg posłał Saula i Izraelitów, aby tym samym pozbawić Amalekitów życia i możności nawrócenia się i uniknięcia wiecznych mąk?

Odpowiadamy, że Amalekici nie poszli na wieczne męki. Bóg nie wymierzył takiej kary za ich grzech ani za jakikolwiek grzech. Według nauki Pisma Św. , „karą za grzech jest śmierć” (Rzym. 6:23). Śmierć była karą, którą Bóg rozkazał Izraelowi wymierzyć Amalekitom. Ich wygładzenie było tym, czym w czasach obecnych są wyroki śmierci wydawane przez sądy na morderców, z tą różnicą, że w wypadku Amalekitów Bóg Sam był Sędzią, bo wydał decyzję i nałożył karę.

Izraelici nie głosili Ewangelii, bo nie mogła być ona głoszoną, aż Chrystus przyszedł i zapłacił okup za grzech Adama. Na podstawie dzieła dokonanego przez Chrystusa: „Bóg oznajmuje wszystkim ludziom, aby pokutowali, przeto, iż postanowił dzień, w którym będzie sądził wszystek świat w sprawiedliwości” (Dz. Ap. 17:30-31). Bóg nie pozbawił Amalekitów możności nawrócenia się, bo wówczas tej sposobności jeszcze nie było. Podobnie jak cały rodzaj ludzki, byli oni skazani na śmierć z powodu grzechu Adama. Dla sprawiedliwości nie było różnicy, jak oni umarli – przez klęskę, zarazę czy zwykłą śmiercią, czy od miecza. Fakt, że ich śmierć była karą Bożą, dowodzi, że zostali oni wytraceni z Boskiego rozporządzenia. Dla cielesnego Izraela, jak i dla duchowego, miało to być korzystną lekcją. Bóg z miłości Swojej zgotował okup przez Jezusa za wszystkich, włączając w to i Amalekitów, którzy byli wytraceni. W słusznym czasie będzie im oznajmione, że Chrystus umarł za ich grzechy i w tysiącletnim, sądnym dniu dla świata będą mieli sposobność przyjść do zupełnej społeczności z Bogiem, otrzymać żywot wieczny.

DRUGA PRÓBA KRÓLA SAULA

O tym, że Saul już dość długo królował nad Izraelem i że wykorzystał odpowiednio ten czas na zorganizowanie swego królestwa, świadczy fakt, że gdy Bóg przez proroka rozkazał mu wytracić Amalekitów, Saul zebrał 200 tysięczną armię pieszych, a 10 tysiecy z Judy. Armia ta była tak rozlokowana, aby nikt z Amalekitów nie mógł uciec. W międzyczasie zawiadomiono Cynejczyków, którzy byli między Amalekitami, aby się odłączyli od nich, by nie zginęli w walce. Cynejczykom oznajmiono, że to ostrzeżenie jest im dane dlatego, że okazali miłosierdzie nad Izraelem, gdy ci wyszli z Egiptu, zaś Amalekici mają być wytraceni, według rozporządzenia Bożego, za to, że się sprzeciwiali Izraelowi.

Amalekici zostali doszczętnie wytraceni, oprócz króla Agaga, którego Saul zachował jako pamiątkę zwycięstwa. Izraelici wytracili także bydło, lecz co najlepsze ze stada, zachowali, co też było niezgodne z Boskim zarządzeniem.

Gdy przyszedł prorok Samuel, Saul pozdrowił go jako Boskiego przedstawiciela i zaznaczył, że wykonał wszystko według Boskiego rozkazu. Samuel tedy zapytał: „A co to za wrzask trzód w uszach moich, i co za ryk wołów, które ja słyszę?” Saul wymawiał się, że to lud pobrał co najlepsze, aby to ofiarować Bogu na ofiarę. Wtedy Samuel dał Saulowi naganę i wyjaśnił mu, że przestąpił rozkazanie Boże, dlatego, że nie wytracił wszystkiego. Saul zaprotestował, twierdząc, że ludzie to zachowali, że ludzie pożądali. Możemy wnosić, że w rzeczywistości byli tacy pomiędzy Izraelitami, którzy sprzeciwiali się zniszczeniu tych dobrych rzeczy. Ludzie zawsze byli i dotąd są pożądliwi i łakomi na rzeczy wartościowe. Gdyby Saul był posłuszny i postąpił według rozkazania Bożego, to zapewne, popadłby w niełaskę u ludzi, lecz otrzymałby uznanie od Boga. Za to, że nie postąpił według rozkazania Bożego, prorok Samuel skarcił go mówiąc: „Izali się tak kocha Pan w całopaleniach i ofiarach, jako gdy kto słucha głosu Pańskiego? Oto, posłuszeństwo lepsze jest niżeli ofiara, a słuchać lepiej jest, niż ofiarować tłustość baranów”.

PRÓBA KRÓLEWSKIEGO KAPŁAŃSTWA

Przyjrzyjmy się czy królewskie kapłaństwo nie przechodzi doświadczeń podobnych do Saulowych. Zdarza się dość często, że na tę klasę przychodzą różne doświadczenia, w miarę, jak długo jest ona w szkole Chrystusowej. Apostoł mówi: „Albowiem mając być nauczycielami względem czasu, zasię potrzebujecie, aby was uczono, które są pierwsze początki mów Bożych” (doktryny, nauki Chrystusowe) – Żyd. 5:12. Niekiedy dziwimy się drugim, a nawet i sobie, że tak mało zwyciężamy, że tak powolny czynimy postęp w budowaniu charakteru i poważaniu głównych zasad, które powinny prowadzić rząd między tymi, którzy są pomazani przez Boga i przysposabiani do zajęcia miejsca na tronie. Saulowe próby i kłopoty mogą reprezentować niektóre nasze trudności.

1) Duch samolubny pożąda niektórych rzeczy, jakie Bóg potępił; chce zachować je, aby zadowolić egoistyczne, cielesne pragnienia.

2) Obawa przed człowiekiem. Saul obawiał się, aby ludzie nie myśleli źle o nim i nie zarzucali mu nierozsądku i aby nie ściągnął na siebie szemrania ludu, że był zbyt skąpym i marnotrawnym. Podobnie lud Boży przechodzi pokusy, aby nie zupełnie stosować się do Słowa Bożego, ale mieć wzgląd na uczucia ludzi. Jest to bojaźń człowieka, czyli duch tego świata, który jest dla ludu Bożego sidłem (Przyp. Sal. 29:25). O takich Pan mówi: „Jakoż wy, możecie wierzyć, chwałę jedni od drugich przyjmując, ponieważ chwały, która jest od samego Boga, nie szukacie?” – Jan 5:44.

3) Trzecia słabość Saula była w tym, iż nie poważał dostatecznie Słowa Bożego. Ta słabość cechuje prawie wszystkich Pańskich naśladowców przechylających się na stronę błędu doktrynalnego lub niewłaściwego postępowania. Staliśmy się uczestnikami wielkich błogosławieństw, jakie zawiera w sobie nasze pomazanie. Pilnujmy tedy samych siebie, abyśmy nie minęli się z urzeczywistnieniem tego chwalebnego królestwa. Starajmy się wyzbyć skłonności do grzechu w jakiejkolwiek formie; oceniajmy łaskę Bożą do takiego stopnia, aby pragnienie ludzkiej przyjaźni nie miało u nas żadnego znaczenia lub wpływu, z wyjątkiem, gdyby ta przyjaźń była w zupełnej zgodzie z Boskim porządkiem. Zwracajmy baczną uwagę na Słowo Boże, aby się upewnić, że ta przyjaźń jest właściwa.

Pamiętajmy na słowa Apostoła, które brzmią: „Albowiem nie mamy boju przeciwko krwi i ciału, ale przeciwko księstwom, przeciwko zwierzchnościom, przeciwko dzierżawcom świata ciemności wieku tego, przeciwko duchowym złościom, które są wysoko” (Efezj. 6:1). Pamiętajmy, iż złe duchy mają, do pewnego stopnia, moc wzbudzać w nas niewłaściwe uczucia, że w proporcji do tego, na ile oddajemy się myślom samolubnym, grzesznym lub nieuczciwym, na tyle ci niewidzialni przeciwnicy mają moc nad nami. Pamiętajmy, że dokąd nasze serca są wierne Bogu i Jego Słowu, dokąd kierujemy się duchem prawdy i miłości, dotąd jesteśmy pod ochroną Najwyższego i mogą stosować się do nas słowa: „. . . on złośnik nie dotyka się go” – 1 Jana 5:18.

PRÓBA DOSKONAŁEJ MIŁOŚCI

Pismo Św. jasno wskazuje, że wielkie próby przyjdą na Kościół w następnych kilku latach. Zadecydują one co do wielu, tak jak próby Saula zadecydowały, czy nadal był godny okazywania mu łaski Bożej z jej przywilejami i sposobnościami królestwa. Do wiernych naśladowców Pan mówi: „Nie bój się, o Maluczkie Stadko, albowiem się upodobało Ojcu waszemu dać wam królestwo” (Łuk. 12:32). Inni otrzymają odpowiedź jak Saul: „Posłuszeństwo jest lepsze, niżeli ofiara”, jesteś odrzuconym. Przez Jana Objawiciela Pan mówi, w jaki sposób Kościół z okresu filadelfijskiego miał być zachowany od „godziny pokuszenia, która miała przyjść na świat, aby doświadczyła mieszkających na ziemi” (Obj. 3:10). Próby miały przyjść na Kościół okresu laodycejskiego, w czasie obecności Syna Człowieczego, kiedy Pan stoi u drzwi i kołacze (Obj. 3:20). Gdy te doświadczenia przyjdą, stanie się, jak jest powiedziane: „Padnie po boku tysiąc, a dziesięć tysięcy po prawej stronie” członków prawdziwego Kościoła, którego Głową jest Jezus (Psalm 91:7). Apostoł Piotr opisuje to symbolicznym językiem, mówiąc: „Niebiosa gorejące rozpuszczą się i żywioły pałające stopnieją” (2 Piotra 3:12 – symbolicznie przedstawia wpływy kościelnictwa obecnych czasów). Apostoł Paweł zaś pisze: „Każdego roboty, jaka jest, ogień doświadczy” (1 Kor. 3:13). Apostoł zapewnia, że złoto, srebro i drogie kamienie – cenne nauki oparte na obietnicach Słowa Bożego i przymioty Boskiego charakteru – wytrzymają ognistą próbę. Nikt z ludu Bożego nie może jej lekceważyć, szczególnie ci, którzy wierzą tak, jak my, że już znajdujemy się w okresie tej próby i że najbliższe lata będą czasem szczególnych doświadczeń.

Jeżeli doskonała miłość do Boga, do braci, a nawet nieprzyjaciół jest tą główną zaletą, którą Bóg doświadcza i uznaje, to niech to zawsze będzie w naszym umyśle w takiej mierze, abyśmy nie byli pokonani lub zwiedzeni przez przeciwnika. On zawsze jest gotów przedstawiać ciemność za światłość i odwrotnie, w tej sprawie jak i we wszystkich innych. Naszym oczekiwaniem jest, że przychodzący na świat wielki konflikt, który zakończy się anarchią, zburzeniem wszelkiego prawa i porządku, rozpocznie się od kościoła, od poświęconych i oświeconych Prawdą. Czy Bóg nie ostrzegł nas wcześniej, że sąd nasz się zaczął od domu Bożego, od nas? – 1 Piotra 4:17. Z konieczności sąd zacznie się od tych, którzy stoją na wyższych stanowiskach w kościele pod względem znajomości, sposobności i przywilejów.

Czy jesteśmy przygotowani na takie próby, o których czytamy, że „. . . zwiodłyby, by można i wybrane” (Mat. 24:24). Wierzymy, że te próby będą na punkcie doskonałej miłości. Miłość i samolubstwo są to dwie potęgi, które trzęsą całym światem i każdą jednostką. Jak już zauważyliśmy, samolubstwo ogarniające świat coraz bardziej, wkrótce doprowadzi do tego, co Bóg przez proroka przepowiedział: „Ja podam tych ludzi, każdego w rękę bliźniego jego, nawet wychodzącemu i wchodzącemu nie będzie pokoju dla nieprzyjaciela” (Zach. 11:6. 8:10). Czy takich samych warunków mamy się spodziewać w kościele, że jeden wystąpi przeciw drugiemu, język jednych braci przeciw wszystkim innym w Panu? Czy będzie dozwolone, aby złość, nieprzyjaźń, nienawiść, gniewy, spory i zazdrość owładnęły kościołem Chrystusowym? Czy takie rzeczy mogłyby się stać i mieć wpływ na tych, którzy poznali prawdę? Naszym zdaniem tego właśnie mamy się spodziewać.

Słowa naszego Pana: „I wyda brat brata na śmierć” (Mat. 10:21) mamy zwyczaj stosować tylko do czasów, gdy Pan był na ziemi i do średniowiecza, a wcale nie myślimy, aby takie rzeczy mogły zdarzyć się przy końcu tego wieku. Wydanie na śmierć, krzyżowanie, obdzieranie ze skóry lub palenie na stosie może nie być literalne, lecz wierzymy, że podobnych rzeczy można się spodziewać tak dalece, jak obecna cywilizacja zezwoliłaby na to. Widocznie przepowiedziane doświadczenia: „I będziecie w nienawiści u wszystkich narodów dla imienia mego” (Mat. 24:9) nie są wystarczające. Musimy być doświadczeni nienawiścią, złością, obmowami i złymi domysłami ze strony tych, z którymi razem spożywaliśmy ze stołu Pańskiego duchowy pokarm, który Bóg zastawił hojnie w teraźniejszyn czasie. Gdy te rzeczy będą się działy, to możemy dopatrywać się, że są to ostatnie dni dla kościoła, czyli Ciała Chrystusowego. Doświadczenia te podobne będą do tych, jakie Mistrz przechodził w Getsemane, z których zapewne najboleśniejszym był pocałunek Judasza.

„CÓŻ MAMY CZYNIĆ, BRACIA?”

Gdy słuchacze apostołów podczas Zielonych Świąt zrozumieli, co zaszło, że oni i ich przywódcy ukrzyżowali Księcia żywota, ci, co byli we właściwym stanie umysłu, zostali poruszeni do głębi i wołali: „Cóż mamy czynić, mężowie, bracia?” (Dz. Ap. 2:37). Apostoł zapewnił ich, że ten grzech będzie im darowany dlatego, że uczynili to z nieświadomości. Podobnie jest z nami. Jeżeli kto zauważy, że przez podstęp lub pod wpływem onego przeciwnika był nakłoniony do wyrządzenia jakiejkolwiek krzywdy bratu, powinien być tym głęboko przejęty i natychmiast powinien udać się do Pana i prosić o przebaczenie, a także prosić o nie tych, którym zło było wyrządzone, a tym sposobem porażka spowodowana przez przeciwnika obróci się nam w zwyciestwo.

Niezawodnie, taka burza nadchodzi. Nie będzie w niej kwestią: Kto upadnie, ale, jak mówi prorok Pański: „Kto się ostoi?” (Mal. 3:2). Tysiąc upadnie na jednego, który się ostoi. Wybrani nie będą zwiedzeni, ale pytanie zachodzi, czy należymy do klasy wybranych? Naszą odpowiedzią musi być, że zadecyduje o tym Pan na podstawie tego, jakimi okażemy się w tej próbie. Na razie nie możemy przewidzieć, jakie będą powody tego niebraterskiego postępowania i utraty bratniej miłości. Jeżeli posłuchamy przeciwnika, to on zrządzi, że uznamy za właściwe odstąpić od ustalonych zasad chrześcijańskich, uwiedzie nas tak, że będziemy się czuć usprawiedliwionymi w przekraczaniu różnych wskazówek danych nam od Boga. Wszystkim nam będzie potrzebna wierność i miłość dla Boga i braci, aby uzdolnić nas do odpowiedniego znoszenia prób w godzinie pokuszenia. Czujemy się więc w obowiązku przypomnieć naśladowcom Pańskim to, co jest szerzej opisane w 9 rozdziale, 6 Tomu, a mianowicie: w jaki sposób Nowe Stworzenie ma załatwiać sprawy, gdy się czuje, że brat zgrzeszył przeciw niemu, jak to jest określone przez naszego Pana – Ew. Mat. 18:15-17.

Możemy być pewni, że przeciwnik użyje wszelkich sposobów, aby nas zwieść z właściwej drogi, od tak wyraźnie określonego prawa miłości. Przedstawi rzeczy w taki sposób, że będziemy przekonani, iż w trudnościach, w jakich się znajdujemy, miłość nie może być zastosowana. Niech nasza odpowiedź na wszystkie takie sugestie będzie: „Idź precz, szatanie”. Piszemy to bez ogródek, bo dochodzą nas wieści z różnych stron, że powstają nieporozumienia i objawia się brak miłości oraz niebraterski duch przesadnej krytyki, duch wprost przeciwny złotej regule i poleceniom Pańskim, które mówią, aby iść do brata osobiście i starać się go pozyskać, a nie kąsać go i wyłączać. Przeciwnie, powinniśmy być gotowi nawet umrzeć za brata –

„I myśmy powinni kłaść dusze za braci” (1 Jana 3:16).

Pamiętajmy także, iż zanik miłości i duch przesadnej krytyki nie powstaje momentalnie, to przychodzi stopniowo. Dlatego każdy z ludu Bożego powinien każdodziennie doświadczać swoje serce, czy nie ma w nim złości przeciwko komukolwiek, czy to przeciw świętym, czy grzesznikom. Taki stan Pan nazwał kwasem, którego wpływ jest pokalający. „Trochę kwasu wszystko zaczynienie zakwasza” (1 Kor. 5:6). Trochę zazdrości, trochę złości, nienawiści lub zwady może zupełnie zakwasić serce i w krótkim czasie słodycz naszej nowej natury, czyli ducha miłości, może obrócić się w kwas gorzkości. Ponadto kwas ten nie pozostaje w jednym tylko członku, ale udziela się innym i w taki sposób wiele się pokala. „Małe i na pozór niewinne są złego początki, lecz koniec potworny i bardzo żałosny”.

Watch Tower 1908-4206/VI/48.

R-4206 (1908 r. str. )
„Straż” / str. 

Posłuszeństwo lepsze niż ofiara

Na czym polega posłuszeństwo syna?

„Przeczżeś tedy nie usłuchał głosu Pańskiego, aleś się udał za korzyścią, i uczyniłeś złe przed oczyma Pańskiemi?” – 1 Sam. 15:19.

Gdy Izrael umocnił się w walce przeciwko narodom pogańskim i zwyciężył Moabitów, synów Ammonowych, Edomitów i Filistynów, wówczas za pośrednictwem proroka Samuela Bóg skierował do swego ludu i jego pomazanego króla następujące poselstwo:

„I rzekł Samuel do Saula: Posłał mię Pan, abym cię pomazał za króla nad ludem jego Izraelskim, przetoż teraz posłuchaj głosu słów Pańskich. Tak mówi Pan zastępów: Wspomniałem na to, co uczynił Amalek Izraelowi, jako się nań zasadził na drodze gdy wychodził z Egiptu. Przetoż idź, a pobij Amaleka, i wytrać jako przeklęte wszystko, co ma; nie folguj mu, ale wybij od męża aż do niewiasty, od małego aż do ssącego, od wołu aż do owcy, od wielbłąda aż do osła” – 1 Sam. 15:1-3.

Bóg wypowiedział swój zamiar wygładzenia Amalekitów i ich całkowite zniszczenie po tym, jak Amalek jako wróg stanął Izraelowi na drodze podczas wyjścia z Egiptu (1 Mojż. 17:16). Teraz nadszedł czas przewidziany na przeprowadzenie banicji i zgładzenie Amaleka. Bóg zlecił wykonanie swej woli Saulowi.

Posłusznie Saul ciągnie przeciwko Amalekowi i zgodnie z poleceniem zabija żołnierzy, kobiety i dzieci Amaleka Gdy jednak staje przed nim Agag, król Amalekitów, Saul daruje mu życie i nie zabija go. Uśmierca wszakże bydło Amalekitów, ale tylko najsłabsze i nieprzydatne, zostawia natomiast przy życiu silne okazy – rzekomo z zamiarem złożenia ich później w ofierze Bogu. Gdy po bitwie Samuel przybywa do Saula, ten zbyt pochopnie wita go słowami: „Błogosławionyś ty od Pana, wypełniłem słowo Pańskie” – 1 Sam. 15:13.

Saul nie do końca wypełnił powierzone mu przez Pana zadanie i zdaje się, że miał tego świadomość. Gdy Samuel zwraca mu uwagę na beczenie owiec i ryk bydła, podważające twierdzenie Saula, ten przypisuje całą winę ludowi, twierdząc, że to on zachował najlepsze owce i krowy, by złożyć je na ofiarę Panu. Była to jednak żałosna próba znalezienia dobrego motywu dla ocalenia bydła, bowiem Panu i tak nie mogło być ofiarowane nic nieczystego, a zwierzęta Amalekitów były również obłożone karą zagłady i przekleństwem, dlatego nie mogły zostać wykorzystane jako ofiara dla świętego Boga Izraela.

W odpowiedzi na chęć zrzucenia winy na lud Samuel odrzekł Saulowi:

Przeczżeś tedy nie usłuchał głosu Pańskiego, aleś się udał za korzyścią, i uczyniłeś złe przed oczyma Pańskiemi?” – 1 Sam. 15:19.

Jak możemy zauważyć, Samuel obarcza Saula pełną odpowiedzialnością za niedopatrzenie powinności. Chociaż król osobiście nie zagarniał łupów, to nie uczynił też niczego w celu powstrzymania ludu przed bezprawną grabieżą, a przez takie postępowanie był niejako współuczestnikiem tego wykroczenia. Dodatkowym obciążeniem był dla Saula fakt, że na nim jako na pomazańcu Pańskim spoczywała szczególna odpowiedzialność. Lud patrzył na niego i na jego przywództwo.

Król stał przed problemem konieczności rozczarowania ludu, który domagał się łupów, albo zawiedzenia Pana, który żądał od niego całkowitego wybicia bydła. Wskutek ludzkiej bojaźni Saul próbował iść na kompromis, który polegał na tym, że okazał Bogu pełne posłuszeństwo w tym, co było łatwe i zgadzało się z oczekiwaniem ludu oraz nie pociągało za sobą ryzyka buntu – było to wymordowanie mężczyzn, kobiet i dzieci Amalekitów. Gdy jednak lud domagał się dla siebie łupu z dorodnego bydła, Saul milczał – milczał, gdy milczeć nie powinien. Jego błąd polegał na tym, że nie postąpił zgodnie z podstawową zasadą Pisma, o której mówią apostołowie: „Więcej trzeba słuchać Boga, niż ludzi” – Dzieje Ap. 5:29.

Nieposłuszeństwo Saula było skutkiem obawy przed ludźmi, która także dla niektórych poświęconych stała się już sidłem. Jeśli w czasie naszej pielgrzymki znaleźlibyśmy się w takim położeniu, byłoby dobrze przypomnieć sobie słowa Izajasza: „Któżeś ty, że się boisz człowieka śmiertelnego, i syna człowieczego trawie podobnego? Że zapominasz na Pana stworzyciela swego…?” – Izaj. 51:12,13.

Usłuchałem głosu Pańskiego

Saul broni się przed Samuelem:

Tedy odpowiedział Saul Samuelowi: I owszem usłuchałem głosu Pańskiego, a szedłem drogą, którą mię posłał Pan, i przywiodłem Agaga, króla Amalekickiego, a Amalekity wytraciłem jako przeklęte. Ale lud pobrał z korzyści owce i woły co przedniejsze z przeklęstwa, aby je ofiarował Panu, Bogu twemu, w Galgal” – 1 Sam. 15:20,21.

„I rzekł Samuel: Izali się tak kocha Pan w całopaleniach i w ofiarach, jako gdy kto słucha głosu Pańskiego? oto, posłuszeństwo lepsze jest niżeli ofiara, a słuchać lepiej jest, niż ofiarować tłustość baranów. Bo przeciwić się jest jako grzech czarowania, a przestąpić przykazanie jest jako bałwochwalstwo i obrazy;” – 1 Sam. 15:22,23.

Widocznie Saul sądził, że dokonując całkowitej zagłady ludu amalekickiego uczynił w zasadzie to, czego Bóg od niego żądał. Stały wróg Izraela został unicestwiony, cóż to takiego, że Agag ocalał. I cóż to miało za znaczenie, że z woli ludu owce i woły pozostały na krótko przy życiu, skoro i tak miały być niebawem ofiarowane. To, czego Saul prawdopodobnie nie zrozumiał, to fakt, iż nie chodziło wcale o osobę Agaga ani o ocalenie owiec i krów, ale o dokładne wypełnienie polecenia Bożego – bez żadnego „ale”.

„Bo przeciwić się jest jako grzech”, mówi Samuel i chce przez to pokazać, że jakkolwiek Saul w przeważającej części usłuchał rozkazu Boga i wymordował Amalekitów od mężczyzn i kobiet po niemowlęta, ale ostatecznie zgrzeszył, bowiem względem, jak sądził, mniej ważnych szczegółów okazał nie takie same posłuszeństwo i odważył się na sprzeciw.

Często jednakże chodzi właśnie o najdrobniejsze sprawy. Jeśli bowiem okażemy nieposłuszeństwo w najmniejszych wymaganiach, które nie kosztują nas zbyt wiele, jak zareagujemy, gdy dla sprawdzenia posłuszeństwa oczekiwać się będzie od nas większych ofiar? Nasz Pan Jezus wskazuje na istotę tego powiązania, gdy mówi:

Kto wierny jest w małem, i w wielu wiernym jest; a kto w małem niesprawiedliwy, i w wielu niesprawiedliwym jest” – Łuk. 16:10.

Mojżesz, który był Bogu we wszystkim posłuszny, gdy zgodnie z wolą Bożą wyprowadzał Izrael z niewoli egipskiej, tylko raz okazał nieposłuszeństwo, kiedy w Kadesz uderzył w skałę zamiast do niej przemówić – i kosztowało go to wejście do Ziemi Obiecanej.

Musimy w tym miejscu stwierdzić, że zasada posłuszeństwa, tak jak ustanowił ją Bóg, stanowi wymaganie, które, jak się przekonaliśmy, musi być wykonane albo całkowicie albo wcale. Nie istnieje jakieś częściowe posłuszeństwo, nie ma mowy o kompromisach, które zadowalałyby Boga, o czym mówi Jakub odnotowując zasadę dotyczącą Prawa:

Albowiem ktobykolwiek zachował wszystek zakon, a w jednym by upadł, stał się winien wszystkich przykazań” – Jak. 2:10.

Gdyby nasz Pan uchybił tylko jeden raz w okazywaniu posłuszeństwa swemu Niebieskiemu Ojcu, nawet gdyby chodziło o najmniejszą rzecz, nie mógłby się stać Zbawicielem ludzkości. Gdyby choć jeden raz nie odparł pokus Szatana, nie mógłby się stać doskonałą ofiarą za grzechy, co ostatecznie by oznaczało, że Adam i jego potomstwo pozostaliby w śmierci.

Całopalenia i ofiary, jakie Izrael corocznie składał Panu, przemawiają do nas mową symboliczną i obrazową. Całopalenia były w przeciwieństwie do innych ofiar całkowicie spalane, co pokazuje w sposób symboliczny, że także z naszych ofiar nic nie może pozostać, wszystko należy w zupełności do Pana i musi się całkowicie spalić na ołtarzu. Tego zupełnego oddania Panu zabrakło w przypadku Saula i ludu – przynieśli oni swe ofiary nie z oddania serca, lecz z wyrachowania. Czy Bóg mógł znaleźć upodobanie w ofiarach składanych połowicznym sercem, w ofiarach, które były następstwem aktu nieposłuszeństwa?

Posłuszeństwo lepsze jest niż ofiara

Całopalenia i ofiary, które Izrael chciał złożyć Panu z łupów Amalekitów, nic ich nie kosztowały, a zatem można by rzec, że objawiały ich pełen nieposłuszeństwa i obłudy stan serca. Pan nie oczekiwał takich ofiar, nie chodziło też ani o jakość lub ilość ofiarnych zwierząt, wszystko bowiem jest Pańskie. To, co dla Boga ma znaczenie dla przyjęcia ofiar z upodobaniem, to poprzedzające, radosne pragnienie serca, skłaniające człowieka do przyniesienia Panu doskonałej i możliwej do przyjęcia ofiary.

Pismo Święte z wielką wyrazistością wskazuje, że Ojciec Niebieski nie miał upodobania w figuralnych ofiarach, które miały być jedynie cieniem rzeczywistości i że nie cieszyła Go krew kozłów i cielców (Hebr. 10:5). Wszystkie te rzeczy były obrazami, które miały znaczenie jako figura na pewien szczególny czas i służyły szczególnemu celowi. Prorok Ozeasz mówi nam, w czym Ojciec Niebieski w każdym czasie ma upodobanie: „Bo miłosierdzia chcę, a nie ofiary, a znajomości Bożej więcej, niż całopalenia” – Oz. 6:6. Natomiast w Przypowieściach czytamy: „Czynić sprawiedliwość i sąd, bardziej się Panu podoba, niżeli ofiara” – Przyp. 21:3. Także nasz Pan w kilku słowach ujmuje Boże wymagania: „Miłosierdzia chcę, a nie ofiary;” – Mat. 9:13, 12:7.

Do wersetu z Oz. 6:6 brat Russell napisał następujący komentarz:

„Kto oddaje swoją wolę i swoje serce Panu, oddaje wszystko; kto nie oddaje swej woli i nie przychodzi do Pana w posłuszeństwie serca, nie może Panu przynieść przyjemnej ofiary. ’Oto, posłuszeństwo lepsze jest niż ofiara’ – jest to lekcja, która powinna utkwić głęboko w sercach wszystkich poświęconych w Chrystusie. Jest ponadto ważne, abyśmy posiadali ducha posłuszeństwa; a kto go posiada, będzie nie tylko posłuszny Boskiej woli, ale też będzie się starał coraz lepiej ją rozpoznawać, aby móc jej słuchać. O takiej klasie powiedziane jest w Piśmie Świętym: 'Zjedz te księgi … i zjadłem je’ oraz w słowach Pana: ’Oto idę … aby czynić wolę twoją, o Boże; albowiem zakon twój jest w pośrodku wnętrzności moich’ – Psalm 40:8,9”.

Zupełne posłuszeństwo lepsze jest niż ofiara. Dawid mówi w Psalmie 51: „Albowiem nie pragniesz ofiar, choćbym ci je dał, ani całopalenia przyjmiesz. Ofiary Bogu przyjemne duch skruszony; sercem skruszonem i strapionem nie pogardzisz, o Boże!” – Psalm 51:18,19.

Zaś apostoł Paweł cytuje słowa naszego Pana: „Przetoż wchodząc na świat, mówi: Ofiary i obiaty nie chciałeś, aleś mi ciało sposobił. Całopalenia i ofiary za grzech nie upodobałyć się. Tedym rzekł: Oto idę (na początku księgi napisano o mnie), abym czynił, o Boże! wolę twoję; Powiedziawszy wyżej: Żeś ofiary i obiaty, i całopalenia za grzech nie chciał, ani sobie upodobał, (które według zakonu bywają ofiarowane). Tedy rzekł: Oto idę, abym czynił, o Boże wolę twoję; znosi pierwsze, aby wtóre postanowił” – Hebr. 10:5-9.

Zgodnie z tym stwierdzeniem z Listu do Hebrajczyków, „pierwsze” zostało zniesione, a „drugie” ustanowione. Jako duchowi Izraelici naśladowcy Chrystusa nie składają żadnych całopalnych lub innych ofiar. Ich ofiary są w znacznej mierze duchowej natury i mają swe źródło w złożonym Panu ślubie poświęcenia Mu wszystkiego. O tym mówi apostoł Piotr w słowach: „I wy jako żywe kamienie budujcie się w dom duchowny, w kapłaństwo święte, ku ofiarowaniu duchowych ofiar, przyjemnych Bogu przez Jezusa Chrystusa” – 1 Piotra 2:5.

Także apostoł Paweł wspomina o duchowych ofiarach, gdy pisze do Rzymian:

„Proszę was tedy, bracia! przez litości Boże, abyście stawiali ciała wasze ofiarą żywą, świętą, przyjemną Bogu, to jest rozumną służbę waszę” – Rzym. 12:1.

Zatem całe nasze życie na drodze za Chrystusem powinno być podobającą się Bogu ofiarą, składającą się z mniej lub bardziej świadomych ofiar – czci, modlitwy, wdzięczności, służby, czasu i pieniędzy itp.. Natomiast na ich przyjęcie przez Boga mają wpływ pobudki naszych serc. Słowo Boże ukazuje wyraźnie, że wiara i posłuszeństwo stanowią podstawę każdego Boskiego błogosławieństwa.

Dlatego, żeś usłuchał głosu mego

Figuralnym przykładem jest dla nas Abraham, który na podstawie swej wiary i posłuszeństwa otrzymał szczególną obietnicę błogosławieństw: „I błogosławione będą w nasieniu twojem wszystkie narody ziemi, dla tego, żeś usłuchał głosu mego” – 1 Mojż. 22:18, 26:5. Ta obietnica błogosławieństw, w których mają mieć udział wszystkie narody ziemi, została dana Abrahamowi w oparciu o jego całkowite posłuszeństwo po tym, jak okazał gotowość ofiarowania nawet swego własnego syna Izaaka. Tę wolę posłuszeństwa ze wszystkimi tego konsekwencjami Bóg uznał Abrahamowi za istotnie dokonany czyn i przewidział w miejsce Izaaka kozła, którego mógł złożyć w ofierze.

Boża obietnica dana Abrahamowi i jego nasieniu, dotyczyła pozaobrazowego Izaaka, Chrystusa. To, co odnośnie Abrahama i ofiarowania jego syna obietnicy, Izaaka, zapisane zostało w Starym Testamencie jako obraz, znajduje swój pozaobraz w Nowym Testamencie w ofierze Jezusa Chrystusa, prawdziwego nasienia, przez które błogosławione będą wszystkie narody ziemi, ponieważ był On „posłuszny aż do śmierci” (Filip. 2:8).

Bóg powiedział do Abrahama: „Wynijdź z ziemi twej, i od rodziny twojej, i z domu ojca twego, do ziemi, którąć pokażę. A uczynię cię w naród wielki, i będęć błogosławił, i uwielbię imię twoje, i będziesz błogosławieństwem. I będę błogosławił błogosławiącym tobie; a przeklinające cię przeklinać będę: i będą błogosławione w tobie wszystkie narody ziemi” – 1 Mojż. 12:1-3. I Abraham usłuchał pełen wiary, nie stawiając żadnych pytań. Zanim jednak złożona mu obietnica błogosławieństw mogła zostać ostatecznie potwierdzona, wymagało to dalszych kroków wiary i dalszego wypróbowania. Miało to miejsce po tym, jak Abraham nie wzbraniał się przed ofiarowaniem Bogu tego, co posiadał najdroższego, syna Izaaka, skoro taka była wola Boża. Z drugiej strony w Izaaku dostrzegamy obrazowo syna, który posłuszny jest swemu ojcu do samej śmierci, który w pełnym miłości poddaństwie niesie drwa na zgotowany dla niego samego ołtarz.

Idąc dalej możemy zauważyć, że także Jezus jako Logos opuścił niebiańską ojczyznę i dom Ojcowski, aby w dowód posłuszeństwa woli swego Niebieskiego Ojca jako doskonały człowiek oddać swe życie za Adama. Wiemy jednak, że chociaż Jezus był w tej decyzji posłuszny, to Jego posłuszeństwo było przez Boga doświadczane do samej śmierci. Próby zaczęły się tuż po chrzcie, a skończyły dopiero na krzyżu, gdy Chrystus odparł ostatnią pokusę Szatana, by zstąpić z krzyża (Mat. 27:40).

Przez cierpienie nauczyć się posłuszeństwa

Paweł stwierdza, że nasz Pan, „choć był Synem Bożym, wszakże z tego, co cierpiał, nauczył się posłuszeństwa” – Hebr. 5:8. Natomiast w Hebr. 2:9,10 ten sam apostoł pisze: „Ale tego, który na małą chwilę mniejszym stał się od Aniołów, Jezusa, widzimy przez ucierpienie śmierci chwałą i czcią ukoronowanego, aby z łaski Bożej za wszystkich śmierci skosztował. Albowiem należało na tego, dla którego jest wszystko i przez którego jest wszystko, aby wiele synów do chwały przywodząc wodza zbawienia ich przez ucierpienie doskonałym uczynił” – Hebr. 2:9-10.

Rodzi się w nas pytanie: Dlaczego Jezus, który miał doskonały charakter, takie też pobudki serca i postępowanie, musiał „nauczyć się posłuszeństwa”, jak wnosimy ze słów apostoła? I dlaczego musiał przez cierpienie być uczyniony doskonałym?

Rozumiemy, że apostoł chciał powiedzieć, iż także Jezus, który bez grzechu i jego skutków przyszedł na świat, musiał w cierpieniu aż do śmierci poddać próbie i udowodnić zupełność swego posłuszeństwa. Tylko posłuszeństwo pokazane w cierpieniach, pozbawieniu czci i w prześladowaniach, mające sprawić, żeby „za wszystkich śmierci skosztował”, mogło Chrystusa w pełni przygotować do dzieła „przywiedzenia do chwały wielu synów”.

W podobny sposób – przez cierpienia aż do śmierci – muszą udoskonalić swoje posłuszeństwo także wszyscy powołani w Chrystusie. Nie wystarczy ślub, który czynimy przy chrzcie, że będziemy naśladować Chrystusa, „wodza naszego zbawienia”, aż do śmierci. Musimy podobnie jak nasza Głowa stać się doskonałymi przez to, że okażemy zupełne posłuszeństwo w tym, co cierpimy.

Posłuszny syn

W Piśmie Świętym posłuszeństwo pokazane zostało na wielu przykładach dotyczących stosunku pomiędzy ojcem a synem. Pewne ukierunkowanie stanowią w tej kwestii słowa z Przypowieści 4:20-22, gdzie pełen miłości Ojciec Niebieski mówi: „Synu mój! słów moich pilnuj; ku powieściom moim nakłoń ucha twojego. Niech nie odchodzą od oczów twoich, zachowaj je w pośród serca twego. Albowiem żywotem są tym, którzy je znajdują, a wszystkiemu ciału ich lekarstwem” – Przyp. 4:20-22.

Na początku Bóg jak miłujący ojciec zwrócił się do narodu wybranego i postępował z nim jak z synami. Poświęcił ich, dał im swoje prawa, ale Izrael okazał się ludem zatwardziałego karku i nieposłusznym oraz niegotowym do ochoczego przyjęcia woli Ojcowskiej i jej czynienia. Jezus zarzucił im przede wszystkim duchową głuchotę i ślepotę. Przypomina im prorocze słowa Izajasza: „Albowiem zatyło serce ludu tego, a uszyma ciężko słyszeli, i oczy swe zamrużyli, żeby kiedy oczyma nie widzieli i uszyma nie słyszeli, a sercem nie zrozumieli, i nie nawrócili się, a uzdrowiłbym je” – Mat. 13:15.

Pan Jezus niczego nie upiększa i kreśli tutaj bardzo realistyczny obraz stanu, w jakim znajdowali się synowie izraelscy, których postępowanie w istocie nie odpowiadało Bożym wymaganiom, jakie stawia On każdemu synowi, a na które zwraca też uwagę napomnienie Pisma Świętego: „Synu mój! nie zapominaj zakonu mego, a przykazań moich niech strzeże serce twoje „– Przyp. 3:1.

Żadnemu narodowi cuda i zmiłowania Boże nie zostały tak namacalnie przywiedzione przed oczy i uszy jak narodowi izraelskiemu, ale nie poruszyło to na tyle ich serc, by „sercem zrozumieli” i zeszli ze swych pełnych nieposłuszeństwa dróg. Jednak w swym miłosierdziu Ojciec Niebieski nie odrzucił ich i nie zapomniał na zawsze i w zamierzonym czasie wypisze swe słowa na ich sercach, jak zapowiada Jeremiasz w 31:31.

Jezus zarzuca swemu ludowi szczególnie to, że „sercem nie zrozumieli”. Nie mówi, że oni w ogóle nie słuchali, tylko że nie byli posłuszni obwieszczanej im woli Bożej oraz że nie zwracali uwagi na to, co mówił do nich, napominając ich przez proroków i przypominając im ich przyrzeczenia. Słyszeli oni wprawdzie słowa Niebiańskiego Ojca, ale nie przyjmowali ich gorliwie, by z radością się do nich zastosować. Innymi słowy – w głębi serca pozostali nie wzruszeni.

Przypatrzmy się teraz Jezusowi jako synowi, który był posłuszny Ojcu w niebie i który jest dla nas wszystkich doskonałym przykładem, a zauważymy, jak bardzo pragnął wykonywać wolę swego Niebieskiego Ojca i spełniać ją do końca za wszelką cenę. Zwróćmy uwagę, co zostało o Nim napisane w psalmach.

„Ofiary i obiaty nie chciałeś, aleś mi przekłuł uszy; całopalenia i ofiary za grzech nie żądałeś. Tedym rzekł: Oto idę; w księgach napisano o mnie; Abym czynił wolę twoję, Boże mój! pragnę, albowiem zakon twój jest w pośrodku wnętrzności moich” – Psalm 40:7-9.

Jezus Chrystus jest dla nas doskonałym przykładem radosnego posłuszeństwa w słowach i czynach, ale dlaczego wspomnieliśmy również naród izraelski oraz postać Saula? Ponieważ Izrael i jego postępowanie jako synów Bożych w całej swej historii także stanowi dla nas przykład, którego jako duchowi Izraelici nie chcielibyśmy naśladować.

Po tym, jak powiedzieliśmy już sobie nieco na temat posłuszeństwa i jego działania, zajmiemy się pytaniem o głębsze znaczenie samego określenia „posłuszeństwo”. Gdy sięgniemy po słownik, znajdujemy tam takie objaśnienia jak: „być posłusznym”, „dać sobą kierować”, „słuchać kogoś”.

Podczas wędrówki po puszczy Izrael był obrazowo prowadzony („kierowany”) przez arkę przymierza, która przedstawiała obecność Bożą. Arka szła przed Izraelem, zaś ten postępował za nią. Gdy ona się zatrzymywała, zatrzymywał się też lud, gdy ruszała do boju, lud z ochotą ciągnął za nią.

Jeśli chodzi o duchowe znaczenie posłuszeństwa, to dostrzegamy je w określeniach „być posłusznym” oraz „dać się chętnie prowadzić”. Obraz prawdziwego chrześcijanina można porównać do postaci pozbawionej głowy. Naszą głową stał się Chrystus. Miejsce naszej woli zajęła wola Chrystusa, a tym samy także wola Ojca Niebieskiego, który nas prowadzi i za którym my jako „synowie posłuszni” pragniemy kroczyć.

Jako naśladowcy nie my wyznaczamy drogę, którą mamy iść, lecz nasz Pan, którego słuchamy i za którym podążamy jak „owce za dobrym pasterzem”, ponieważ znamy Jego głos.

Posłuszni synowie

Gdy mówimy o posłuszeństwie, nasuwa nam się na myśl wizerunek żołnierza, który bezwarunkowo słucha rozkazów swego przełożonego. Ale w tym przykładzie wziętym z ludzi jest tak, że dowódca wydający polecenia nie udziela swemu podwładnemu żadnych wyjaśnień, dlaczego ma on to czy tamto zrobić i żołnierz ma obowiązek wykonać rozkaz niezależnie od tego, czy rozumie jego cel i treść, czy nie.

Nie takiej natury jest jednak posłuszeństwo, o którym mówi Pismo Święte. Z całą pewnością nie! Bowiem nasz łaskawy Ojciec Niebieski postępuje z nami jak z synami i pozwala nam zrozumieć swe zamiary i plany. Nie stawia wymagań i nie zmusza nas do czegoś, czego byśmy wcześniej nie mogli zgłębić i zrozumieć. Ale oczekuje On od nas, abyśmy Go jako Ojca czcili i kochali oraz z radością czynili Jego wolę. Wszystko, czego żąda od nas Bóg, mieści się w pełnych miłości słowach z Przypowieści: „Synu mój! daj mi serce twoje, a oczy twoje niechaj strzegą dróg moich” – Przyp. 23:26.

Nasze wychowanie do posłuszeństwa

Począwszy od Adama postrzegani byliśmy wszyscy jako synowie nieposłuszni, którzy niepewnie kroczyli swoimi drogami aż do chwili, gdy jako naśladowcy Chrystusa i Jego bracia wstąpiliśmy na drogę synowskiego związku z Ojcem Niebieskim. Odtąd Pan Bóg postępuje z nami jak z synami i dziećmi, które wymagają wychowania. Tak jak pędy winorośli mogą wydać dobre owoce tylko po przycięciu i oczyszczeniu, tak też jest z nami: Bóg jest pozaobrazowym winiarzem, a my jesteśmy latoroślami na krzewie winnym, którym jest Chrystus (Jan 15:1).

Paweł, mając przed oczyma doskonały przykład Chrystusa jako Syna Bożego, „który z tego, co cierpiał, nauczył się posłuszeństwa”, mówi do nas napominając:

„Jeszczeście się aż do krwi nie sprzeciwili, walcząc przeciwko grzechowi. Czyliście zapamiętali napominania, które wam jako synom mówi: Synu mój, nie lekceważ sobie kaźni Pańskiej, a nie trać serca, gdy od niego bywasz karany; Albowiem kogo Pan miłuje, tego karze, a smaga każdego, którego za syna przyjmuje” – Hebr. 12:4-6.

Zaś w Przypowieściach 1:8 i 13:1 czytamy: „Słuchaj, synu mój! ćwiczenia ojca twego…” oraz „Syn mądry przyjmuje ćwiczenie ojcowskie, ale naśmiewca nie słucha strofowania”.

Droga Pańskiego naśladowania jest procesem uczenia się. W szkole Chrystusowej uczymy się jako uczniowie wielkiego Mistrza i Nauczyciela. Uczymy się idąc Jego śladami, dowiadując, jakie przechodził próby i doświadczenia i przez jakie ofiary wiernie utrzymał całkowite posłuszeństwo względem woli Jego Niebieskiego Ojca aż do śmierci.

Jako naśladowcy niedoskonali w ciele znajdujemy się w ciągłym niebezpieczeństwie upadku na drodze za Panem i uciekania się do kompromisów odnośnie naszego pełnego posłuszeństwa. Pojawiają się podszepty Szatana, który chce nam wmówić, że staranie się niedoskonałego człowieka o zupełne posłuszeństwo nie ma szans powodzenia. Ale jak mogliśmy się przekonać, sprawiedliwy i mądry Bóg ocenia nas według innych kryteriów niż uczyniłby to człowiek. On widzi nasze serca i zna każdą myśl. Nie wymaga od nas niczego, co byłoby niemożliwe do spełnienia. W swej mądrości przewidział On dla nas w okupowej ofierze swego umiłowanego Syna szatę sprawiedliwości Chrystusowej, która przykrywa nasze braki, jakich nie możemy pokonać własną mocą.

Czy to oznacza, że skoro żyjemy według ducha, a miarą pełnego posłuszeństwa sprawdzane są decyzje naszej woli i serca, to nie powinniśmy ze wszystkich sił i zdecydowanie usiłować zwalczyć także nasze cielesne niedostatki?

Z całą pewnością mamy to czynić! Piotr przemawia do naśladowców Chrystusa jako do „synów posłusznych” i napomina do świętego obcowania:

Jako synowie posłuszni, którzy się nie przypodobywacie przeszłym w nieumiejętności waszej pożądliwościom; Ale jako ten, który was powołał, święty jest, i wy bądźcie świętymi we wszelkiem obcowaniu” – 1 Piotra 1:14-15.

Apostoł Piotr chce nam powiedzieć, że nasze obcowanie powinno być absolutnie oddzielone od świata. Jako „synowie posłuszni” żyjemy wprawdzie w tym nieposłusznym Bogu świecie, ale nie mamy udziału w ziemskich celach i dążeniach. „Święte obcowanie” obejmuje wszystkie nasze codzienne uczynki i starania, które mają być podporządkowane woli naszego Niebieskiego Ojca i zgodnie z nią mają też być sprawowane.

Apostoł Paweł definiuje nasze posłuszeństwo następująco:

Azaż nie wiecie, że komu się stawiacie za sługi ku posłuszeństwu, tegoście sługami, komuście posłuszni; bądź grzechowi ku śmierci, bądź posłuszeństwu ku sprawiedliwości? Ale chwała Bogu, że bywszy sługami grzechu, usłuchaliście z serca sposobu onej nauki, którejście się poddali. A będąc uwolnieni od grzechu, staliście się niewolnikami sprawiedliwości” – Rzym. 6:16-18.

Jako ci, którzy z serca stali się posłuszni, starajmy się podjąć wszelkie usiłowania, aby zachować to posłuszeństwo w nauce i w obcowaniu aż do śmierci, bo jest to sprawiedliwe wymaganie, które Pan stawia wobec tych, którzy wzięli na siebie Jego krzyż.

Niech Pan udziela nam codziennie sił do wytrwania w posłuszeństwie. Amen.

R-4206 (1908 r. str. )
„Straż” / str.