Na Straży
nr 1980/5

Z NIWY MŁODZIEŻOWEJ

część I

Następny dzień przywitał nas piękną słoneczną pogodą. Nawet aura była nam łaskawa i wdzięczni dobrotliwemu Bogu, że obudziliśmy się ze snu nocy, znowu mieliśmy przywilej czerpać naukę ze spiżarni Słowa Bożego.

Na program drugiego dnia przygotowano następujące lekcje:

1) Wykład pt. „Dlaczego wierzę”, którym usłużył br. Krawczyk Daniel. Za podstawę tego tematu były wzięte słowa ap. Pawła z Listu do Hebrajczyków 11:1, które brzmią: „Wiara jest gruntem tych rzeczy, których się spodziewamy i dowodem rzeczy niewidzialnych”. Mówca omówił trzy rodzaje wiary: Wiara żywa, martwa i fałszywa oraz przytoczył stwierdzenie ap. Jakuba 2:20, że świadectwem żywej wiary są dobre uczynki.

2) Zebranie pytań, na które wpłynęło kilkadziesiąt pytań. Przewodniczył w tym nabożeństwie br. Kozak Adam, a na pytania odpowiadali w kolejności br. Krawczyk, br. Grudzień i br. Sygnawski. Pytania dotyczyły szerokiego zakresu wiedzy biblijnej, a także zagadnień życiowych.

3) Udzielono przywileju miejscowej młodzieży z Biłgoraja, która w skromnym dorobku własnego programu mogła na chwałę Stwórcy zaśpiewać kilka pieśni: „Wielki, Możny Bóg”, „Ten świat swym urokiem nie wabi mnie już”, „O jak cenię ja stary ten krzyż”, „Miłość cudowna za mną szła” oraz inne przedstawiające wielkość i doniosłość odkupienia w dziele Bożym względem człowieka.

4) Ostatnim tematem: „Życie chrześcijańskiej młodzieży w rodzinie” usłużył br. Grudzień Stefan, który za podstawę tematu wziął słowa przykazania Bożego: „Czcij ojca twego i matkę twoją” (2 Mojż. 20:12). W swym temacie brat starał się wykazać, jaki stosunek powinny mieć dzieci do swoich rodziców, aby przykazanie Boże było regułą i treścią porządku, jaki powinien panować w chrześcijańskich domach. Temat ten był podjęty w celu zwrócenia uwagi na konflikt, jaki się uwidacznia w większości rodzin we wszystkich narodach. Dlatego nasze starania winny zmierzać w tym kierunku, aby zapobiec podobnym zjawiskom w domach chrześcijańskich rodzin i wyeliminować negatywne zjawiska zła, przez zdrową naukę i prawo jakie się znajduje w Słowie Bożym, pochodzącym od najwyższego autorytetu, Twórcy wszelkiego sprawiedliwego prawa, samego wszechmocnego Boga.

Dlatego życzeniem organizatorów tej uczty jest, aby młodzież uczestnicząca na tym nabożeństwie wyciągnęła dla siebie jak najdalej płynące wnioski i mogła w swych rodzinach żyć w taki sposób, aby ich życie podobało się Bogu, rodzicom i innym ludziom, by swym przykładnym życiem mogli innym wskazywać drogę do Boga.

Jak wszystko, co przyjemne i dobre szybko przemija, tak i te dwa dni uczty duchowej dobiegły końca. Mimo że musieliśmy rozjechać się do naszych domów, w sercach pozostała radość i zadowolenie, a szczególnie byliśmy przepełnieni wdzięcznością ku Ojcu Niebiańskiemu za to, że pozwolił nam zgromadzić się, aby posilić się odwiecznym Słowem Żywota i wlać w nasze serca obfitość nieprzemijających wartości duchowych.

Niech słowa biblijnej nauki, które mieliśmy przywilej słuchać, zostaną z nami i w nas. Niech będą nam przewodnią myślą w naszym życiu i przyniosą obfity plon, a także dorodne owoce w charakterze i codziennym postępowaniu.

Za uczestników konwencji młodzieżowej br. R.R.

R- ( r. str. )
„Straż” / str. 

Z NIWY MŁODZIEŻOWEJ

Moszczenica k/Żywca, dn. 13.06.1974 r.

Dobrą tradycją stało się, że z każdego większego spotkania naszej młodzieży mogę przekazać trochę „dobrych wieści” wszystkim, młodszym i starszym, Czytelnikom pisemka „Na Straży”. Mam nadzieję, że to, co czytamy o pracy młodzieżowej, buduje i wzmacnia wytrwałych naśladowców drogi Pańskiej i jednocześnie jest zachętą dla tych wszystkich, którzy drogą tą jeszcze nie chodzą, aby wstąpili nań.

Również w dniu 13 czerwca 1974 roku młodzież miała okazję spotkać się na konwencji młodzieżowej w Moszczanicy k/Żywca. Mimo obfitych deszczów zgromadziliśmy się dosyć licznie, głównie ze Śląska oraz województwa krakowskiego. Być może dla wielu ludzi wydaje się dziwne, że nie bacząc nie niewygody i nie sprzyjające warunki atmosferyczne, młodzi ludzie przesiadują przez cały dzień na twardych ławkach, zadowalając się skromnym posiłkiem i czynią to wszystko, aby w skupieniu wysłuchać Bożego poselstwa, które dla niejednych jest starą, nieciekawą legendą, ale dla nich ciągle aktualnym Słowem Bożym.

Nie oczekując więc wygód, wspaniałej pogody, sławnych braci mówców, ale Bożego błogosławieństwa rozpoczęliśmy naszą duchową ucztę pieśnią: „Witamy serdecznie”. Nie zawiedliśmy się! Już werset z codziennych rozmyślań duchowych – Manny, odczytany przez przewodniczącego tej uroczystości br. Juliusza Dąbka, mówił nam o czekających nas błogosławieństwach. Psalmista powiedział:

„Gdy się ocucę, NASYCONY będę obrazem obliczności twojej” – Psalm 17:15.

Istotnie, kiedy później rozjeżdżaliśmy się do naszych domów, czuliśmy się nasyceni. Jeszcze raz mogliśmy się przekonać, że Boże obietnice są prawdziwe.

Jako pierwszy usłużył Słowem Bożym „gospodarz tamtych terenów” br. Czesław Suchanek z Bielska-Białej. Swoje rozważania oparł na tekście z Ewangelii wg św. Jana, rodział 1, wiersze 8-13, a szczególnie na wierszu 12:

„Którzykolwiek zaś go przyjęli, tym dal prawo stać się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię jego”.

 Mówił on o Chrystusie, który przyszedł do swojej własności, do narodu wybranego przez Boga. Niestety, naród izraelski nie rozpoznał w Nim Zbawiciela. Z ust mówcy padło szczególnie ważne pytanie: Czy my rozpoznaliśmy w Jezusie Chrystusie swego osobistego Zbawiciela, czy też znaleźliśmy się w grupie ludzi, którzy odrzucają Jezusa? Czasami zabiegamy o przyjaźń, a może nawet tylko o przychylne spojrzenia ludzi na stanowiskach, dobrze sytuowanych, którzy mogą wiele uczynić. Zazdrościmy ludziom, którzy mają dobre i „mocne” znajomości. Czy jednak nie chcemy poznać Boga, a także Jezusa Chrystusa jako przyjaciół swego życia, którzy nigdy nas nie zawiodą ani nie opuszczą? To jest możliwe. Słowo Boże zapewnia nas, że mając takie znajomości, wszystko posiądziemy, począwszy od drobnych błogosławieństw tu na ziemi, a skończywszy na Królestwie Niebieskim, kiedyś w wieczności (1 Jana 3:22-24). Potrzebne jest jednak narodzenie się na nowo. Pewien człowiek dobrze sytuowany, który na pewno posiadał szerokie ziemskie znajomości, który podświadomie pragnął znaleźć się w Królestwie Niebieskim, musiał również się na nowo narodzić. Tym człowiekiem był Nikodem (Jan 3:1-7). Czy ty, drogi młody przyjacielu, nie chciałbyś oglądać Królestwa Bożego, czy nie chciałbyś narodzić się na nowo?… Brat mówca zakończył słowami:

„Upominamy więc takich, którzy podnoszą swe głowy i radują się, wiedząc, iż przybliżyło się ich zbawienie, aby złożyli wszelki ciężar i przeszkody, a biegli w zawodzie, który zaczęli. Nie trać serca, gdy patrzysz na siebie i nieuniknione słabości i niedoskonałości, wiedząc, że wszystkie te słabości pokryte są w zupełności przez zasługi i okup dany przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, i że twoje ofiary i zaparcie samego siebie są przyjemne Bogu przez naszego Odkupiciela i Pana – i tylko w ten sposób. Pamiętajmy, że dostateczna moc, jaką Bóg nam obiecał, przez której używanie możemy być zwycięzcami, znajduje się w jego słowie”.

W przerwach pomiędzy usługą braci mówców śpiewaliśmy pieśni, a także słuchaliśmy kwartetu z Krakowa. Mimo że na zewnątrz naszego pomieszczenia padał ulewny deszcz i niebo było zasnute chmurami, na naszych twarzach był uśmiech, a w sercach wspaniała radość. To sprawiło żywe Słowo Boże głoszone przez kaznodziei.

Drugim mówcą tego dnia był br. Władysław Szymański z Siemianowic. Swoją wypowiedź oparł o przykład z życia Samuela jako młodego człowieka, dziecka jeszcze (1 Sam 3:1-10). Tematem rozważań były słowa: „Mów, Panie”. Cały świat chce pozyskać młodzież, jej serca, a także myśli. Wszyscy zdają sobie sprawę, że przeszłość i teraźniejszość należą do nich, ale przyszłość należeć będzie do dzisiejszej młodzieży. Świat w różny sposób chce przyciągnąć młodych ludzi do swoich spraw, czyni im różnego rodzaju atrakcyjne propozycje.

Wielu młodych ludzi korzysta z tych ofert. Pośród tego gwaru nawoływań słychać także Boży głos. Nieprawdą jest, że Bóg wzywa ludzi starszych, którzy są już może nikomu niepotrzebni i nic nie potrafią uczynić. Bóg wzywa też ludzi młodych. Przykładem tego jest Samuel. Jako młody chłopiec służył w świątyni przed Panem wraz z ówczesnym kapłanem Helim. Historię Samuela znamy doskonale. To było Boże dziecko, wymodlone przez matkę, a później ofiarowane Bogu. Bóg przemówił do młodego Samuela, aby ten oznajmił Heliemu przyszłość. To dziwne, że Bóg wybrał MŁODEGO Samuela! W Izraelu było tylu mężów starszych, poważnych, statecznych, ale Bóg wybrał młodzieńca.

Takie są drogi Boże. Bóg przemawiał różnymi sposobami, a w dzisiejszych czasach mówi przez odkupieńczą śmierć swego Syna, Jezusa Chrystusa (Hebr. 1:1-2 i Ijoba 33:14-30). Zechciejmy poszukać radości i szczęścia teraz, kiedy mamy siły, kiedy możemy coś uczynić, kiedy jesteśmy młodzi. Nieprzemijającą radość może dać tylko Chrystus Pan.

Pan Jezus powiedział kiedyś: „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzyście spracowani i obciążeni, a ja wam sprawię odpocznienie”. Głos ten rozbrzmiewał bardzo daleko do naszego kraju, bo w Palestynie i bardzo dawno, bo prawie 2000 lat temu. Ten głos jednak mimo dzielącej odległości i czasu nie stracił nic na aktualności i mocy. Dzisiaj Pan również wzywa do siebie. Czy nie chcemy posłuchać tego głosu?…

Jeszcze jeden brat ze Śląska usłużył w godzinach przedpołudniowych Słowem Bożym. Brat Alojzy Cyrys z Piekar mówił o Ewangelii jako Dobrej Nowinie. Podkreślił on problem wstydzenia się swych przekonań (Rzym. 1:16). Bóg w Ewangelii przedstawił ludziom swój plan zbawienia odnośnie człowieka. W tym planie zbawienia wyeksponowana została miłość i łaska. Zbawienie jest z łaski, nie można zasłużyć sobie zbawienia (Rzym. 6:23). Ewangelia jako Dobra Nowina musi być głoszona w dzisiejszym świecie. Świat jest spragniony dobrych wieści. Dzisiaj świat zalewany jest różnego rodzaju wiadomościami przez prasę, radio, telewizję. Są to najczęściej wiadomości o różnych nieszczęściach, które spotykają ludzkość (wojny, głody, różne kataklizmy). Świat jest spragniony Dobrej Nowiny i my jesteśmy właśnie tymi, którzy mają zanieść Ewangelię światu. Bóg chce nas użyć do tego dzieła. Jesteśmy solą ziemi. Sól konserwuje, dodaje smaku i jest biała (czysta). Takim powinien być prawdziwy chrześcijanin. Starający się zachować swe otoczenie od zepsucia moralnego, mający swe osobiste życie z Bogiem pełne uroku i czaru, a przede wszystkim winien on być omyty (oczyszczony) krwią Jezusa Chrystusa. Jesteśmy także światłością. Światło jest widzialne przez ludzi, którzy je otaczają i spełnia ono różnego rodzaju zadania. Może być przewodnikiem, a także sygnałem ostrzegawczym. My właśnie takimi chcemy być. Ludzie muszą nas widzieć, nie nasze JA, ale właśnie Chrystusa przez nas, mamy być przewodnikami wskazującymi drogę do Boga, a także ostrzeżeniem dla tych, którzy nie są dziećmi Bożymi. Słowo Boże mówi także o naszych uczynkach, które mają być nie tylko dobre, ale sympatyczne, przyciągające. Powinny przyciągać ludzką uwagę nie na nas i nasze słabe życie, ale na Boga (Mat. 5:13-16). Apostoł Paweł dla głoszenia Ewangelii wszystko inne sobie za szkodę poczytał.

Apetyty wszystkim dopisywały to też przygotowany z niezwykłą starannością posiłek znikł w zaskakującym tempie. Wdzięczni jesteśmy Bogu, który ma staranie nie tylko o nasze duchowe potrzeby, ale także o cielesne. Przerwa, która została zaplanowana na posiłek, była wykorzystana również dla przeprowadzenia rozmów. Zauważyć można było grupki młodych dziewcząt i chłopców, którzy żywo rozmawiali o interesujących ich sprawach. Tematy praktycznego życia chrześcijańskiego nie obce były tej młodzieży. Dyskutowano o przyszłych konwencjach, o wydarzeniach w zborach, o sprawach doktrynalnych. Tak, nasza młodzież wydoroślała, a jednocześnie została napełniona pragnieniem przeżycia nawrócenia zbawienia. Częstokroć ludzie starsi nie potrafią ocenić duchowego wzrostu swych dzieci. Po przerwie znowu zgromadziliśmy się w swym pomieszczeniu, aby oddać chwałę Bogu poprzez pieśni. Pieśń jest jednym ze sposobów chwalenia Boga i głoszenia Dobrej Nowiny. Śpiewaliśmy pieśni różne, najczęściej z drugiej części naszego nowego śpiewnika. Przez całe 45 minut byliśmy rozśpiewaną młodością. Andrzej Żłobecki z Krakowa naprawdę był świetnym organizatorem i dyrygentem tej popołudniowej umuzykalnionej społeczności. Kilka ciekawych pieśni słyszeliśmy w wykonaniu kwartetu krakowskiego. Szkoda jednak, że kwartet oszczędza się i tak mało chce nam przekazać ze swych muzycznych osiągnięć.

Ostatnim wykładem w tym dniu usłużył br. Stanisław Kaleta z Myślachowic. Jego temat wiązał się bezpośrednio ze świętem, które dla nas było okazją do zgromadzenia się. Podstawą jego rozważań były wersety 15 i 16 z Ewangelii wg św. Mateusza, 24 rozdziału: „Gdy więc ujrzycie na miejscu świętym ohydę spustoszenia, którą przepowiedział prorok Daniel – kto czyta niech uważa – wtedy ci, co są w Judei, niech uciekają w góry…”. Tak się złożyło, że werset ten stał się dla nas żywym przeżyciem. Święto „Boże Ciało” jest chyba najbardziej eksponującym „ohydę spustoszenia”, a my akurat znaleźliśmy się w górach. Brat w krótkim wykładzie w sposób jasny zobrazował historię dogmatu Kościoła rzymskokatolickiego o mszy świętej. Dogmat ten jest zniewagą drugiego przykazania danego przez Boga Mojżeszowi. Tysiące ludzi zapomina na Słowo Boże mówiące:

„Nie czyń sobie obrazu rytego ani żadnego podobieństwa” (2 Mojż. 20:4). Niestety, ludzie zbyt daleko odeszli od Boga i Jego zaleceń. Wiemy z Pisma Św., jak powinna wyglądać prawdziwie chrześcijańska wieczerza (1 Kor. 11:23-29).

Niestety, nasza społeczność, jak wszystko tutaj na ziemi, dobiegła końca. Jeszcze brat Juliusz Dąbek w kilku słowach zakończył tę miłą konwencję. Krótkie swoje rozważania oparł na słowach Pana Jezusa skierowanych do siedemdziesięciu dwóch uczniów wracających z pierwszej pracy misyjnej:

„Oto dałem wara władzę, abyście deptali po wężach i skorpionach i po wszelkiej potędze nieprzyjacielskiej, a nic wara nie zaszkodzi. Wszakże nie z tego się radujcie, iż duchy są wara poddane, radujcie się raczej z tego, iż imiona wasze w niebie są zapisane…” – Łuk. 10:19-20.

Oto powód naszej radości i naszego zadowolenia. Mimo że musieliśmy się rozjechać do naszych domów wiedzieliśmy, że możemy się radować radością nieprzemijającą. Jesteśmy wdzięczni przede wszystkim Bogu, że mogliśmy w naszym życiu znaleźć duchową oazę. Wdzięczność naszą kierujemy również do tych, którym Bóg tą sprawę położył na sercu, a więc do braci i sióstr z miejscowego zboru, do tych sióstr, które finansowo przyczyniły się do tego, a także do tych którzy znaleźli czas, aby nam usłużyć Słowem Bożym. Wdzięczni jesteśmy za pomysłowość i trud, jaki poniosła część młodzieży przy ustawianiu namiotu. Niech to będzie skromnym przykładem tego, co można uczynię w młodym wieku dla Pana. Również tym, którzy nie bacząc na pogodę i kłopoty z tym związane przybyli do Moszczanicy, aby z nami się cieszyć Bożymi błogosławieństwami, serdecznej dziękujemy.

„Na ostatek, bracia, bądźcie zdrowi, doskonalcie się, weźcie sobie słowo do serca, bądźcie jednomyślni, zachowujcie pokój, a Bóg miłości i pokoju będzie z wami” – 2 Kor. 13:11.

Niech słowa apostoła Pawła zostaną z nami i w nas i niech przyniosą wkrótce owoce.

Jeden z uczestników R.M.

R- ( r. str. )
„Straż” / str. 

Z NIWY MŁODZIEŻOWEJ

Motto:

„Boże, uczyłeś mnie od młodości mojej” (Psalm 71:17).

Zdaje się, że tej treści tytuł po raz pierwszy ukazuje się w „Na Straży”. Fakt ten ma swoją wymowę, nie znaczy jednak, że młodzieży w naszych zborach nie było lub że problemy jej były dotychczas całkowicie ignorowane. Wystarczyło być uczestnikiem ostatniej konwencji młodzieżowej, która odbyła się w sali Zboru Krakowskiego w dniach 26 i 27 marca, by przypuszczenia takie uznać za bezpodstawne. Fakt licznego przybycia z przygotowanym bogatym programem muzycznym i słownym, fakt cierpliwego i uważnego słuchania przez dwa dni udzielanych rad i wskazówek nie wymaga chyba komentarzy.

Przyznać jednak należy, że dotychczasowe formy pracy młodzieży i z młodzieżą miały bardziej – nazwijmy to – „zaściankowy” charakter i nie zawsze odpowiadały potrzebom.

W ostatnich latach młodzież nasza, przy poparciu i docenieniu zagadnienia ze strony własnych zgromadzeń i braci z pracy międzyzborowej, mając świadomość toczącej się walki o młode serca, z jednej strony postanowiła upomnieć się o opiekę, a z drugiej poszerzyć formy swojej działalności. Znalazło to swoje odbicie w coraz częściej organizowanych i coraz liczniejszych konwencjach młodzieżowych.

Ale wróćmy do wspomnianej wyżej konwencji. O niej to chcę napisać kilka słów, aby wrażeniami, radością i doznanymi błogosławieństwami podzielić się z wszystkimi czytelnikami „Na Straży”, zgodnie z ogólnym życzeniem zebranych.

O ile mi wiadomo, krakowska konwencja była już trzecim czy czwartym z rzędu spotkaniem młodzieży z różnych okolic Polski, a każde z nich było coraz to liczniejsze. Sala Zboru, mieszcząca 400 osób, jak to z reguły bywa w czasie konwencji nie mogła i tym razem pomieścić wszystkich uczestników, którzy licznie zjechali, by w tych dniach Wielkanocy, w dniach budzącej się wiosny zaczerpnąć siły i wraz z przyrodą zadbać o swój rozwój duchowy.

Program zjazdu był bardzo bogaty. Słowem Bożym usługiwali bracia: Kaleta, Suchanek, Ziemiński oraz br. Dąbek, który też przewodniczył.

O rozległości poruszanych zadań świadczą już same tytułowe teksty tematów, które chociaż może z pominięciem właściwej kolejności postaram się niżej wymienić i jednym przynajmniej zdaniem określić.

1. Obj. 1:18 – „…byłem umarły, a otom jest żywy na wieki wieków. I mam klucze piekła i śmierci” – o wiośnie zmartwychwstania zapowiedzianej i zapewnionej faktem zmartwychwstania Jezusa Chrystusa – mówił br. Kaleta.

2. Psalm 85:9 – „A posłucham, co rzecze Bóg, On Pan mocny; zaiste mówi pokój do ludu swego i do świętych swoich, byle się jeno do głupstwa nie wracali” – konieczność unikania porzuconych głupstw, które w obecnej dobie atakują cały świat, a także lud poświęcony, starał się uzasadnić br. Ziemiński.

3. Mat. 13:45-46 – „Poławiacze pereł” – br. Kaleta w oparciu o fakty z życia i pracy poławiaczy pereł, jak również dotyczące samych pereł, nakłaniał do zdobywania skarbów i pereł duchowych, które w przeciwieństwie do materialnych są niezniszczalne i dają prawdziwe szczęście.

4. Księga Jozuego, 7 rozdział – Analizując opisaną historię przywłaszczenia rzeczy przeklętych za czasów Jozuego, brat Suchanek starał się wysunąć nauki i przestrogi dla młodzieży i całego ludu poświęconego obecnych czasów.

5. 2 Tym. 2:22 – „Chroń się też pożądliwości młodzieńczych…”. Temat br. Ziemińskiego skierowany był głównie do młodzieży, która szczególnie narażona jest na różnego rodzaju schorzenia duchowe, nawyki i nałogi atakujące młodzież XX w. Brat starał się wskazać, że by skutecznie móc się bronić przed tego rodzaju ujemnymi wpływami należy:
a) Unikać złego towarzystwa
b) Utrzymywać kontakty ze zborem i młodzieżą chrześcijańską
c) Nie rozstawać się z Pismem Świętym, czytać i studiować je regularnie
d) Regularnie się modlić
e) Rozmyślać o pięknych zasadach, naukach i postaciach Pisma Świętego.

6. Psalm 134 – „Niech ci błogosławi Pan, a niechaj cię strzeże”. Bogactwo błogosławieństwa i opieki Bożej, jakiej doznaje młodzież chrześcijańska, gdy stara się być blisko Pana, przedstawił brat Suchanek.

7. Brat Dąbek, w oparciu o autentyczną historię i przeżycia rozbitków na morzu mówił o potrzebie i potędze modlitwy.

Niestety powyższe lakoniczne zdania nie dają wyobrażenia o rozległości poruszanych spraw. W wykładzie bracia omówili mnóstwo problemów młodzieżowych, nie tylko tych, które są problemami młodzieży wierzącej, lecz także tych, które roztrząsane są na całym świecie. Mówiono więc o celu życia, o współczesnej nauce, o pogoni za doczesnością i bogactwami, o nieuczciwości, o dowcipach i nie-przystojnych rozmowach, o obyczajach, o strojach i modzie, o sposobie bycia, nawykach, nałogach młodzieży itp. Nie sposób wszystkiego wymienić.

Bracia pomni na dewaluację słowa w krótkich, lecz jasnych wypowiedziach wyszli naprzeciw problemom, z jakimi styka się młodzież. Potrafili czasem wywołać uśmiech, częściej jednak zmusić do wzruszenia i skontrolowania swojego stosunku do Boga i bliźnich.

Napomnień i pouczeń młodzież słuchała bardzo pilnie i z dużym zainteresowaniem. Nie można też pominąć rozważań na temat życia Mojżesza (rozpoczętych deklamacją wiersza pt. „Mojżesz”) przeprowadzonych przez br. Dąbka w formie swobodnej i ciekawej dyskusji.

I tu należy wspomnieć o jeszcze odleglejszym (bardzo udanym duchowo i organizacyjnie) spotkaniu młodzieży, jakie odbyło się w Warszawie w ubiegłym roku w czasie Świąt Narodzenia Pańskiego. W znacznie mniejszym gronie, bo w liczbie około 70 osób młodzieży głównie warszawskiej i krakowskiej, były rozpoczęte wspomniane wyżej rozważania o życiu Mojżesza, lecz nie zostały wyczerpane z braku czasu. W Krakowie zostały one zakończone. Być może lepiej wypadła „część warszawska” rozważań, gdzie kameralna atmosfera skłaniała do liczniejszego i śmielszego wypowiadania swoich myśli w ogólnej dyskusji, niemniej jednak przegląd życia Mojżesza, analiza jego charakteru i sposobu postępowania okazała się bardzo pouczająca i budująca. Swobodny udział ogółu uczestników w formie stawiania pytań, wypowiadania własnych myśli, angażował wszystkich i wymagał przygotowania nie tylko od przewodniczącego, lecz również ze strony całej młodzieży.

Wydaje się, że tego rodzaju forma badania Pisma Świętego, poprzez analizowanie pięknych postaci historii Starego i Nowego Testamentu, jest bardzo owocna i należałoby ją kontynuować na następnych spotkaniach młodzieży, o ile Pan na takowe zezwoli. Byłby to akcent, który różniłby nasze zjazdy młodzieżowe od zjazdów bardzo często praktykowanych przez młodzież innych bratnich ugrupowań.

Poważna, wymagająca uwagi część programu przeplatana była pieśniami chóralnymi, kwartetami i deklamacjami przygotowanymi w przeważającej części – przyznajemy to – przez młodzież krakowską. Wieczorem zaś, gdy światło dnia przygasło, wyświetlane były przeźrocza pt. „Ostatnia droga Jezusa”.

Czas się nie dłużył. Dwa dni minęły jak chwila i z żalem trzeba było się żegnać. Pieśń „Zostań z Bogiem”, odśpiewanie tekstu Ew. Jana 3:16 oraz wspólna modlitwa Pańska zakończyły tę piękną ucztę. Młodzież rozjechała się z nowym zapasem sił, z nowym postanowieniem dalszego zbliżenia się do Chrystusa i Jego nauki.

W podsumowaniu należy powiedzieć, że młodzież krakowska, która była organizatorem tego zjazdu i włożyła niemało wysiłku i trudu, odniosła sukces, a konwencje młodzieżowe wyszły ze stadium eksperymentów. Lecz sukces młodzieży krakowskiej jest tylko w połowie jej sukcesem. Drugą należy przyznać Zborowi Krakowskiemu, który doceniając zagadnienie nie szczędzi wysiłków, otacza młodzież poparciem, służy radą, a równocześnie, jak się daje zauważyć, stosuje obie potrzebne w wychowaniu zasady: rozumną karność oraz swobodę w ramach wolności biblijnej.

W końcu nawiązując do słów wypowiedzianych w jednym z wykładów: „…chcielibyśmy, żeby ta nawiązana nić społeczności młodzieżowej nie urwała się, a to w dużym stopniu zależy od samej młodzieży…”. Mam nadzieję, że tak się stanie, że społeczność ta okrzepnie i znajdzie swoje odbicie również na łamach „Na Straży” w postaci sprawozdań z tak radosnych i tak błogosławionych konwencji młodzieżowych jak ta, o której starałem się napisać.

R- ( r. str. )
„Straż” / str.